Co tu ukrywać – ostatnio Salon ma pecha, którego nawiasem mówiąc, sam sobie przynosi – podobnie w anegdocie o żydowskim małżeństwie, jaką kiedyś opowiedział mi kolega Aleksander Rozenfeld.
Małżeństwo przechodzi kryzys, bo mąż od rana nie odzywa się do żony ani słowem. Wytrzymała tak do wieczora, aż wreszcie pyta: co ci jest, może jesteś chory? Ten swoim zwyczajem odpowiada pytaniem na pytanie: słuchaj no, czy ty byłaś ze mną, jak były pogromy? Na to ona: no pewnie, przecież schowaliśmy się do tej samej bramy i tak się poznaliśmy. – Aha – on na to - a po chwili - a jak mnie wywieźli do Oświęcimia, to też ze mną byłaś? – No wiesz co, ty chyba naprawdę jesteś jakiś chory. Przecież jechaliśmy w tym samym wagonie! A wtedy on: oj – widzę, że ty mi pecha przynosisz! Więc Salon też sam sobie pecha przynosi i to – powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – z własnej winy, to znaczy – z własnej pychy, a konkretnie z tej przyczyny, że salonowcy pozują na oryginałów, jakich świat nie widział.
Weźmy takie zapłodnienie w szklance, na które Salon tak się ostatnio snobuje. Naturalnie do żadnego snobizmu nie przyzna się za żadne skarby, bo to „obciach” gorszy od śmierci – więc obłudnie uzasadnia konieczność zapładniania w szklance na koszt podatników potrzebami kobiet cierpiącymi na niepłodność. Że to niby już nie mogą wytrzymać bez dzieci. Ale nie dajmy się zwieść pozorom, bo jedną z najzagorzalszych bojowniczek o szklankę jest pani filozofowa Madalena Środa. Pani filozofowa miała nadzieję na powrót na synekurę pelnomocnika do równego statusu kobiet i mężczyzn, ale premier Tusk najwyraźniej ją olał i powierzył tę synekurę najpierw pani Radziszewskiej, a obecnie – pani Agnieszce Kozłowskiej-Rajewicz. Nie są to jakieś wielkie pieniadze, ale w kryzysie nikomu się nie przelewa, więc i pani filozofowa pewnie chętnie by się po nie schyliła, pryncypialnie ganiąc przy okazji chciwość u innych. Ale nie tylko o pieniądze tu chodzi, chociaż - któż by nie chcial wypić i zakąsić na koszt Rzeczypospolitej – w dodatku bez żadnych zobowiązań, ani odpowiedzialnosci za cokolwiek? Chodzi tu również o ideę, a właściwie – o ideę-fixe, jaka musiała przed laty zagnieździć się w głowie pani filozofowej, w miarę upływu lat urastając do rozmiaru obsesji. Charakter tej obsesji bardzo ładnie opisał Janusz Szpotański w poemacie „Bania w Paryżu”, przedstawiając księżnę de Guisse (de domo Cohn). Uprzedzając nieco fakty dodam, że księżna tak naprawdę pochodziła z Białegostoku – co ujawnia się w końcowym fragmencie poematu, kiedy wyznanie na temat miejsca swego urodzenia składa filozof Levy-Stoss: „Drohobycz, Sambor, Stryj i Złoczów! Nagle mu łzy tryskają z oczu: „Ach zasłużyłem na sto kijów! Miejsce urodzin? Jaki Kijów? Wszak na świat wydał mnie Drohobycz – i to jest życia mego zdobycz! Polsko, ojczyzno ma! Galicjo! Galicja Polski jest delicją, jej kwintesencją, jej wykwitem! A także Europą przy tym!” – i oczywiście, jak to w Salonie – zaraz kształtują się nowe hierarchie: „Gdy przy orderach i we fraku, na czele delegacji gminy, mój dziad Cesarza witał w Stryju, kim był twój wówczas, ty prostaku z głębin dna getta w Kolomyi?!” Więc księżna de Guisse, „gwiazda Woman Liberation, jej hasłem: zmienić mężczyzn w gejsze, najwieksze zasię jej marzenie: płci obu zrównać przyrodzenie do tego stopnia, żeby książę także zachodzić musiał w ciążę.” Pani filozofowa może nie ma aż takiego fioła, ale ciąży najwyraźniej jest niechętna: „ciąża wycieńcza, zniekształca, czyni własne ciało obcym” – poucza biednych tubylczych półinteligentów w żydowskiej gazecie dla Polaków, prezentując im przy okazji nowego jasnego idola w postaci pani Marii Czubaszek, która przez swój otwór gębowy pochwaliła się w radio, że „przeszła dwie aborcje” ale „nie jest jej z tym źle”, bo woli być „zimną suką” niźli „matką Polką”. Najwyraźniej zimne suki gotowe są na wszystko, żeby tylko nie zostać „matką Polką”. Te matki Polki, to musi być coś strasznego – i nietrudno się domyślić, co. Co robi matka Polka? Ano, rodzi Polki i Polaków, którzy – jak zauważył izraelski premier Icchak Szamir – antysemityzm wysysają wraz z mlekiem tej matki. Nic dziwnego, że rozmaite suki, zimne i gorące, kombinują na wyścigi, jakby tu to straszliwe niebezpieczeństwo rozładować. Zapłodnienie w szklance jest jakimś, w dodatku stosunkowo humanitarnym wyjściem z sytuacji, zwłaszcza, gdyby materiał genetyczny importować, dajmy na to, z Izraela – oczywiście na koszt podatnika tubylczego, bo jakże by inaczej?
Więc kiedy pani Czubaszek pochwaliła się swoimi osiągnięciami, postępactwo natychmiast przystapiło do działania, tworząc ruch spoleczny wnuków Marii Czubaszek. Akces do ruchu jest dobrowolny („chciałbym być wnukiem Marii Czubaszek”) i tych desperatów jest już podobno ponad 1600! Piszę: desperatów, bo bycie nawet potencjalnym wnukiem pani Czubaszek musi być nie tyle nawet ryzykowne, co graniczyć z samobójstwem! Jakże bowiem można być wnukiem kobiety, która nie tylko chwali się skrobankami, ale sprawia wrażenie udelektowanej swoim wyczynem? Taki wnuk nie ma najmniejszych szans na zaistnienie, więc jeśli wśród postępactwa znalazło się aż tylu desperatów, to najwyraźniej muszą oni być swoją egzystencją szalenie rozczarowani i przygnębieni. Chyba słusznie – bo cóż to za przyjemność, być postępakiem? To rzeczywiście może być gorsze od śmierci. Ale to jeszcze nic w porównaniu z figlem, jaki postępactwu spłatał los. Oto pani Katarzyna Wiśniewska w Sosnowcu twierdzi, że upusciła swoją półroczną Magdę tak nieszczęśliwie, że dziecko zginęło na miejscu – potem zakopała zwłoki pod gruzem, śmieciami i śniegiem i upozorowała porwanie. Czyż nie nadaje się na honorową patronkę ruchu „wnuków Marii Czubaszek”?
Nadaje się, jak mało kto, bo nawet idzie krok dalej, niż odważyła się pójść sama pani Czubaszek. Komentując wyznania pani Czubaszek, pani filozofowa wyraziła przekonanie, że podobnych kobiet jest więcej i że „aborcja przyniosła im ulgę”. To na pewno – ale skoro to uczucie „ulgi” usprawiedliwia aborcję, to warto zauważyć, iż podobnej ulgi można doznać również po dzieciobójstwie. Podobno i pani Wiśniewska, kiedy tylko szczęśliwie ukryła zwłoki córki, zaraz wybrała się z mężem do kina na jakiści horror. W takim razie dlaczego dopuszczać tylko ulgę z tytułu aborcji? Powiedzmy sobie otwarcie i szczerze – im większy człowiek, tym większa ulga i jeśli, dajmy na to, ktoś wyskrobałby na przykład panią filozofową, to ulgi doznałoby mnóstwo ludzi! W imię czego pozbawiać ich takiej przyjemności? Religianci powołują się na argument z aurotytetu w postaci dekalogu – ale przecież postępactwo żadnych religianckich przesądów nie uznaje, więc podtrzymywanie zakazu eliminowania ludzi dużych ze względu na nadzieję doznania ulgi można by tylko uzasadnić niieubłaganą konicznoscia egzystencji takiej, dajmy na to, pani filozofowej. Czy jednak egzystencja pani filozofowej jest aby na pewno konieczna? Absolutnie nie i najlepszym na to dowodem jest choćby to, że bez pani filozofowej świat istniał tysiące lat i będzie istniał po niej. Być może pani filozofowa uważa inaczej, ale nie ma się co tym przejmować, bo wiadomo, że cmentarze są pełne ludzi niezastąpionych tak samo, jak infirmerie – Napoleonów i Cezarów. Zatem kiedy pani filozofowa wiąże wielkie nadzieje z projektem ustawy „o świadomym rodzicielstwie”, wyprodukowanym podobno przez osobliwą trzódkę posła Palikota - że to niby „przywraca kobietom prawa reprodukcyjne”, to warto podkreślić, że w myśl zasady równości kobiet i mężczyzn, tym ostatnim powinno się przywrócić prawo do psychicznego komfortu, tak często naruszane a nawet niweczone przez coraz bardziej rozwydrzone „zimne suki”.
Stanisław Michalkiewicz
Nie sądzę , żeby wiele osób zainteresowało się drogą Czubaszek,by zwieńczyć swoje życie jej wyglądem i jej uzależnieniem od alkoholu.
Napisał to zresztą, jak wiadomo inny zwolennik świadomego macierzyństwa.
Język - kapitalny! Uwielbiam to "soczyste" słownictwo!
"zapładniania w szklance"
"...Tusk najwyraźniej ją olał i powierzył tę synekurę..."
"...zimne suki gotowe są na wszystko, żeby tylko nie zostać „matką Polką”.
"... nie tylko chwali się skrobankami, ale sprawia wrażenie udelektowanej swoim wyczynem."
"...skoro to uczucie „ulgi” usprawiedliwia aborcję, to warto zauważyć, iż podobnej ulgi można doznać również po dzieciobójstwie."
"...osobliwą trzódkę posła Palikota"
;)
http://kontrowersje.net/tresc/maria_czubaszek_woli_byc_zimna_kua_niz_matka_polka_i_niech_sobie_bedzie
2. najgorzej jak faceci wymądrzają się na temat ciąży i porodu, szczególnie jesli nie są położnikami
3. autor to męski szowinista gardzący kobietami, szczególnie wykształconymi, gardzi nimi, bo ich się boi,
4. sam jest jak ten żyd z kawału - zawsze z pretensjami
W tekście St. Michalkiweicza nie doszukałam się "wymądrzania się na temat ciąży i porodu"...
Co do polszczyzny ("autor nie ma pojęcia o języku polskim") w tekstach i pisanych, i mówionych St. Michalkiewicza, to życzyłabym obecnej władzy i jej poplecznikom takich wypowiedzi, jakie serwuje nam Autor postu.
"Edycja" komentarza, do którego tu się odnoszę, pokazuje, że to violetka nie stosuje zasad poprawnej polszczyzny - ot, choćby to, że tytuły w języku polskim piszemy z wielkiej litery...
"Piszę: desperatów, bo bycie nawet potencjalnym wnukiem pani Czubaszek musi być nie tyle nawet ryzykowne, co graniczyć z samobójstwem! "
Desperatów ? Hmmm... bardzo delikatnie ujęte. Kim są, jacy są inicjatorzy RSWMCz ??
I tu zamiast komentarza pasuje mi przypomnieć pewien stary obrzydliwy kawał : mieszkanie, kobieta krząta się w kuchni, dzwonek do drzwi. Kobieta otwiera i widzi jakąś bezkształtną galaretę, ni to gigantyczna ameba czy meduza, czort wie co to, ale to "coś" woła :"Mamusiu, mamusiu, nareszcie cię znalazłam !"
- Mamusiu ??
- Tak, mamusiu, to ja twoja córeczka, VVioletka !
- Ale ja nie mam córki ! W ogóle nie mam dzieci...
- Masz, masz ! Wyskrobałaś mnie mnie miesiąc temu ale im uciekłam ze szpitalnej kotłowni i jestem...
No więc żałosna pani Czubaszek, kompromituje siebie i Karolaka w telewizorze, gdzie jest chwilowo trzymana za celebrytkę /jakby napisał Kataw Zar ;)/
A ta w ogóle - mdli...
PS. Panie Michalkiewicz - znęcanie się nad niepełnosprawnymi umysłowo to grzech.
Przepraszam.
Nie chciałem nikogo obrażać.
Zamiast - "niepełnosprawnymi umysłowo", miało być - "umysłowo sprawnymi inaczej".
Proszę nie ciągać mnie po sądach, bo i tak wszystkiego się wyprę.
Propaganda może wywrzeć jakiś skutek tylko wtedy gdy odezwie się pudło rezonansowe.
No i się odezwało w postaci Michalkiewicza.
PS. A Michalkiewicz to jednak rezonansowe. W odróżnieniu od innych co całe życie tylko pudłami są...
2 grzyby w barszczu to o jeden za wiele.
Pozdrawiam.
i to czasem starymi..
Uważam Pana za człowieka dysponującego ponadprzeciętną inteligencją i dużą wiedzą, więc powinien Pan orientować się w temacie źródeł, jakie stoją (generalnie) za postawami etyczno - moralnymi ludzi.
Można tu przytoczyć dość popularne stwierdzenie, że "wysysają je z mlekiem matki" a mówiąc realistycznie, zostają ukształtowane w procesie wychowawczym w rodzinie(szczególnie w pierwszych latach życia), potem w szkołach i środowisku codziennego obcowania. Późniejsze zmiany i korekty wynikłe z samodzielnego i przemyślanego wyboru są już dużo rzadsze.
Zapewne wie Pan o różnicach w podejściu do kwestii etyczno-moralnych wynikłych z różnic cywilizacyjnych, które dominują w różnych środowiskach (to tradycje kultywowane przez wieki, które nie ulegają generalnym zmianom, choć trwają w odmiennym cywilizacyjnie otoczeniu).
Wie Pan zapewne, że spory pomiędzy ludźmi prowadzone z odmiennych cywilizacyjnych pozycji(głęboko w człowieku zakorzenionych) mają zazwyczaj charakter nierozwiązywalnych inaczej jak tylko siłowo(w demokracji większość narzuca rozwiązania mniejszości, a w demokracji fasadowej jak w Polsce i nie tylko, mniejszość dysponująca aparatem perswazji i oduraczania,narzuca rozwiązania otumanionej większości.
Wracając do sprawy uwarunkowań cywilizacyjnych, trzeba zaznaczyć , że w przestrzeni publicznej w jednym organizmie państwowym, nie mogą współistnieć pokojowo, dwie lub więcej cywilizacji, musi między nimi trwać walka i jedna musi zwyciężyć. Taki proces trwa latami, z okresem większych i mniejszych przetasowań wpływów raz jednej a raz drugiej strony, ale ważny jest trend, a ten w Polsce i w krajach szeroko pojętego Zachodu, którego ukształtowała cywilizacja łacińska oparta na fundamencie chrześcijańskim, jest niekorzystny dla cywilizacji łacińskiej, bo zdecydowaną przewagę od dłuższego czasu uzyskuje konkurencyjna cywilizacja żydowska oparta na Talmudzie i jego wielowiekowych interpretacjach z Kabałą na czele.
Szczególną pozycję zyskiwała i zyskuje ta cywilizacja dzięki sile jej przedstawicieli w globalnym handlu i finansach, która to siła pozwala im mieć duże wpływy na rządy krajów Zachodu, a poprzez media, przemysł rozrywkowy(np. Hollywood) na społeczeństwa Zachodu.
Fundamentalną sprawą, dla coraz bardziej dominującej pozycji tej cywilizacji ma wpływ przedstawicieli tej cywilizacji na na kształtowanie i stosowanie prawa, a także na kształcenie kadr prawniczych.
Pani Czubaszek w swojej postawie etyczno-moralnej reprezentuje fundamentalne założenia cywilizacji żydowskiej(tej opartej na Talmudzie), gdzie źródłem zasad etycznych jest prawo stanowione przez społeczeństwo. Zasady te z tej racji są zmienne, wszak "człowiek je ustanawia w określonej historycznej epoce i mogą podlegać zmianom z woli ludzi w innych okolicznościach.
Przeto dla Pani Czubaszek aborcja czyniona legalnie w PRL-u, jest czynem etycznym, a jak obserwujemy, może też być powodem do dumy(i nie tylko dla niej, Pani Środzina uczyniła z tego nawet dziedzinę "naukową" i swoista religię)
Dlatego uprawnione jest twierdzenie, że sporów etycznych wynikających z poglądów ludzi mających za podstawę różne cywilizacyjne uwarunkowania, nie da się rozstrzygnąć inaczej jak siłą.
Dla człowieka wyznającego zasady cywilizacji łacińskiej, gdzie źródłem prawa jest prawo naturalne(dla wierzących w Boga- Boże) nie może być kompromisu polegającego na przyjęciu zasad etycznych strony przeciwnej i w drugą stronę także.
Pozdrawiam.
Dziękuję za takie "cywilizowanie", wolę zostać sobie niereformowalna. Dla moich dzieci i wnuków to też najlepsze wyjście, przynajmniej będą z nich ludzie wolni, uczciwi, nie jakieś zmatrycowane cyborgi reżimowe.
Pozdrawiam.
Szacun!!!!!!!!!!!!!!!!!!
[Jestem powalona merytorycznością Twojego wpisu...:)]
"Profesor Edward Ciupak- ojciec Magdaleny Środy. Zarejestrowany przez wywiad PRL jako kontakt informacyjny „Gabriel. Wieloletni współpracownik Urzędu ds. Wyznań ateista, przez niemal całe życie zawodowe zajmował się Kościołem katolickim"
Dziedzicznośc w tych sprawach jest powszechna.
I te nazwiska.... Ale to widać z twarzy...